Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Gryfino’

Włóczykij 2012

Relację dedykuję Michałowi Jędroszkowiakowi. Chciałbym mieć tyle frajdy z rajdowania, co on. 

Przelot na PK14. Wyprzedzam ekipę Konwalii, czuję, że biegowo jestem mocniejszy.W dodatku chyba jestem pierwszy, ale to trudno określić, bo start nie był masowy. Dystans powoli, ale równomiernie się zwiększa, w pewnym momencie odwracam się i widzę już tylko dwóch chłopaków, reszta musi być z tyłu. Lecę dalej, wpadam na skrzyżowanie. „Gdzie jest ten kopiec?”

Zdjęcie – Szymon Szkudlarek

W zasadzie, to w tym momencie skończyłem rajd. Nie, nie zszedłem z trasy. Pobłądziłem 20min, Konwalia w tym czasie pognała dalej, w końcu odnalazłem się i cofnąłem do punktu, obok którego przefrunąłem. Mimo to, psychicznie już mi się nie chciało. Puściły mi nerwy. Poczułem się zmęczony tym wszystkim, bieganiem, ściganiem się, bólem, cholernym niedoleczonym katarem… Psychicznie to zdecydowanie nie był mój dzień. Szkoda tylko, że takie dni trafiają się ostatnio coraz częściej…

Rajd oczywiście ani na tym się nie zaczął, ani na tym nie skończył. Na starcie stawiło się kilka dawno nie widzianych przeze mnie osób, między innymi wspomniane „Konwalie” – którym gratuluję rewelacyjnego wyniku. Pojawił się Remik Nowak, z którym po raz kolejny zamieniłem tylko kilka słów, był Szymon Szkudlarek, był Daniel Śmieja i masa innych osób. Rośnie Włóczykij, nie ma dwóch zdań. Całą szczęśliwą „gromadkę” (około 200 osób) przewieziono autobusami na start, gdzie start odbył się w trzech grupach.

Zdjęcie ze strony organizatora (galeria Kasi Sztangret i Piotra Brzęczek) 

Początek poszedł naprawdę dobrze. Do wspomnianego PK14 było naprawdę fajnie. Później też nie było tak źle, jak chciałem to widzieć, na „Pit Stop” w Widuchowej (tradycyjnie na Włóczykiju, punkt, gdzie można „zatrzymać czas” na godzinę), wpadliśmy w dużej grupie, tracąc do czołówki max pół godziny. Po pk14 połączyliśmy siły z Marcinem, a wiadomo, że we dwóch zawsze łatwiej. Mimo to , po wyjściu z świetlicy (na której zaserwowano masę smakowitości) nie szło nam za dobrze. Ja odparzyłem sobie palca, pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się coś takiego, w dodatku kompletnie straciłem wolę walki. Marcin za to… cóż, to zależało, czy akurat miał kryzys. Raz potrafił świetnie prowadzić i trzymać mocne tempo, innym razem sadził głupie błędy i kompletnie mnie ignorować. Widać nie tylko ja miałem zły dzień. Tak to turlaliśmy się lepiej bądź  gorzej do ostatnich trzech punktów, które były zbite w grupkę. Na pierwszym wylecieliśmy w kosmos, na szczęście nakierowaliśmy się na innych „zagubionych” i razem wyczesaliśmy lampion. Na drugi pewnie wprowadził Marcin, a trzeci… Cóż, mi przestało się spieszyć. Marcin poleciał przodem, ja zostałem z tyłu. Przy wyjściu na asfalt doganiają mnie jacyś zawodnicy, któryś mija mnie i pyta co u mnie. Na moje burknięcie, że rozmyślam, rzuca, że będzie niezła relacja. Sprawnie wchodzimy na punkt, w sumie w pięć osób. Rozpoznaję Andrzeja Buchajewicza. Wracając coś tam sobie rozmawiamy o mecie, do rozmowy próbuje się włączyć zawodnik, który wcześniej pytał co u mnie. Dopiero w tym momencie dociera do mnie, że to Michał Jędroszkowiak. Wracamy na asfalt. Postanawiam truchtać do mety z przygodnym zawodnikiem, przez pewien odcinek towarzyszy nam Michał. Jak zawsze, uśmiechnięty, rozgadany… a przecież ma w nogach dużo więcej niż ja. Wkrótce on i pozostali setkowicze (wśród nich jeszcze Piotr Szaciłowski – kurcze, trafiłem na śmietankę biegową w środku lasu), skręcają w swoją stronę. Oni mają jeszcze 3pk, nam został tylko asfalt do mety. Spokojnie truchtamy z Marcinem (ów przygodny zawodnik), na koniec nawet mamy obstawę w postaci mieszkańców Gryfina. Jeden z nich uparcie próbował biec z nami, gdy nie dawał rady, dosiadał się do kolegów w aucie. I tak cztery razy, aż do samego dom kultury. Bardzo przyjemny akcent na koniec, do tego „piątka” za dobiegnięcie do mety, i oddajemy karty. Dwudziesta pozycja to nie było to, co zakładałem, mimo to mogło być gorzej…

Po RDSie chyba zrobię sobie trochę luzu w kalendarzu startowym.

Reklamy

Read Full Post »